Get Adobe Flash player

Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 
prwada o zanec czesc 3. 2012-01-14 15:41.

Share


Cała moja prawda o zanęcaniu cz.3

 

W poprzednich dwóch częściach dowiedzieliśmy się troszkę o pożywieniu karpi zarówno tym serwowanym przez wędkarzy jak i tym naturalnym. W tej części zastanowimy się jak i gdzie zanęcać. Dlatego pozwolę sobie podzielić metody zanęcania na następujące kategorie;

Punktowe nęcenie

Szybkie nęcenie.

Długotrwałe nęcenie

Jeszcze tytułem wstępu pragnę napisać, iż jestem zagorzałym przeciwnikiem obfitego nęcenia. Można osiągać doskonałe wyniki bez wielokilogramowych mieszanek wrzucanych bez opamiętania do wody. Oczywiście w tym miejscu podniesie głos wielu karpiarzy, którzy podadzą wiele powodów oraz sytuacji kiedy obfite nęcenie jest nieodzowne. Ja jednak, uważam iż dobre rozpoznanie oraz przygotowanie łowiska absolutnie wykluczają konieczność obfitego nęcenia. I jeszcze jedna refleksja tytułem wstępu istnieje coś takiego jak sztuczne zbiorniki zarybiane dla celów komercyjnych, gdzie presja wędkarska jest tak duża, że wszelkie złote myśli , zasady, reguły można odłożyć do lamusa gdzie nikt niczego ważnego się nie nauczył i dlatego nie zamierzam pisać o tych zbiornikach w poniższym artykule.

Punktowe nęcenie

Jedna z najdoskonalszych form nęcenia. Pamiętacie film „Leon zawodowiec” jak Leon tłumaczy wtedy jeszcze młodziutkiej Natali Portman o kolejności stosowanych narzędzi zbrodni w miarę jak zabójca się doskonali:„Na początku jest karabin snajperski, który pozwala zachować dystans do klienta” . W naszym przypadku karpiarz z pięcioma wiadrami zanęty, twardą kukurydzą, boostery, dipy, oleje, smary, proszki, pianki, gwizdki, lampki , wyrzutnie rakiet. „Na końcu jest nóż , który pozwala na bezpośredni kontakt z klientem”. Wielogodzinne, wielodniowe rozpoznanie łowiska. Bezpośredni kontakt organoleptyczny z karpiami. Delikatne punktowe nęcenie dokładnie w miejscu gdzie żerują karpie. Jeśli łowca decyduje się na takie rozwiązanie znaczy to, iż dokonał wiele poprzedzających czynności, które pozwalają na zastosowanie tej metody. Dokładne rozpoznanie łowiska. Niestety muszę Cię zmartwić drogi czytelniku, iż jest to proces długotrwały. Pozwolę sobie opisać całą historię na moim skromnym przykładzie.

ZOBACZ KARPIA !!!

Wydawać by się mogło , że to hasło o banalnym wydźwięku jest naciągane i głupkowate. Ja jednak uważam , iż od tego należy rozpocząć w temacie „Dokładnego rozpoznania łowiska”. Karpia można wytropić na różne sposoby. Można go namierzyć organoleptyczne, wytropić po spławkach lub bagrowaniu w dnie objawiającym się charakterystycznym bomblowaniem na tafli wody. W każdym bądź razie nasze zadanie na początek dotyczy ich zlokalizowania. Na bardzo wielu zbiornikach jest to wbrew pozorom absolutnie możliwe i wymaga odrobiny poświęcenia i determinacji. Najczęściej należy wypatrywać miejsc ustronnych, o głębokości około 1 metr, zarośnięte zatoczki, powalone drzewa, spokojna woda. Wszędzie tam gdzie karp będzie czuł się swobodnie i tam gdzie spokojnie będzie mógł się wygrzewać w promieniach słońca. Gdy uda nam się dojrzeć sylwetki ryb należy zastanowić się dlaczego właśnie tam udało nam się je namierzyć. Jest kilka przyczyn z których należy sobie zdawać sprawę, a które bardzo pomogą nam w wędkowaniu. Pierwsza ważna informacja to pora roku. Jeśli udało nam się namierzyć karpie w porze wiosennej to prawdopodobnie mamy bardzo ułatwione zadanie gdyż miejsce ich wypoczynku jest jednocześnie miejscem gdzie się stołują, z prostej przyczyny. Jeśli właśnie tam woda jest płytka, spokojna znaczy iż tam najszybciej się ogrzeje i tam podwodne życie wystartuje najszybciej. No i właśnie tam karpie będą poszukiwały wiosną jedzonka. Zatem metoda zanęcania jest oczywista spokojnie punktowa bez przesady. Starajmy się ograniczyć nasze pływanie po wodzie do minimum, gdyż bardzo łatwo wypłoszyć karpie i spalić miejscówkę. W sezonie 2011 właśnie w ten sposób wypalaliśmy z kolegą Arturem miejscówkę po miejscówce. Parę wywózek złowione dwie trzy rybki z upatrzonego miejsca i koniec miejscówka wypalała się do tego stopnia, że przez wiele kolejnych tygodni kładzenia zestawów nie było nawet pojedynczego piknięcia.

Od końca czerwca proponuję zacząć rozglądać się w poszukiwaniu letnich żerowisk karpi. Bardzo niestety mylące jest przeświadczenie, że wygrzewające się karpie w tej samej miejscówce co wiosną , właśnie tam będą pobierały pokarm. Bardzo dobitnie przekonałem się o tym w sezonach 2010 i 2011. Karpiki oczywiście, że pięknie się opalały w swoim domku pływając pomiędzy gęstym zielskiem ale na jedzonko wypływały już zupełnie gdzie indziej. Temperatura wody w zbiorniku się wyrównuj, zielsko rośnie już wszędzie tak samo drobne robaczki i skorupiaki. Zwyczaje, żywieniowe karpia zmuszają go do poszukiwania pożywienia w zgoła odmiennych miejscach. W tym miejscu należy wspomnieć lub ewentualnie przypomnieć pokrótce jakie są te zwyczaje żywieniowe. Karp w poszukiwaniu jedzenia dąży do utrzymania bilansu energetycznego , który to określa zawartość białka oraz cukry w organizmie. Oczywiście kolejność jest taka, że wpierw karp będzie dążył to uzupełnienia białka a następnie będzie żerował na roślinach. To właśnie dlatego wiosną łowimy na tzw. śmierdziele a latem raczej na kulki owocowe gdyż w ten sposób dopasowujemy rodzaj przynęty do aktualnego zapotrzebowania pokarmowego karpia.

Dobrze ale wracając do tematu przyszło lato i karpie rozpierzchły się po całym zbiorniku w poszukiwaniu smakołyków. O tej porze roku poszukuję raczej miejsc, blisko brzegu ale w miarę głębokich tak aby promienie letniego słońca nie były zbyt uciążliwe. Zwisające gałęzie na wodą , pochylone drzewa, zatopione drzewa. Wszystko to co daje cień i bezpieczne schronienie.

Moim skromnym zdaniem można śmiało powiedzieć, iż jeśli uda nam się wypracować miejscówkę letniego żerowania karpi istnieje wysokie prawdopodobieństwo, iż może to być bankówka całoroczna. Ja niestety albo i stety na niewielkim zbiorniku szukałem takiego miejsca dwa lata ale udało się i o każdej porze roku miałem stamtąd odjazdy. I właśnie w takich miejscach proponuję zachować szczególną uwagę i zachowywać się w miarę jak najciszej , ograniczyć pływanie po wodzie do absolutnego minimum, zrezygnować z echosondy. Gdyż są to miejsca, do których karp w ogóle nie jest przywiązany i które będzie omijał jak tylko coś mu się nie spodoba.

Przychodzi jesień karpie rozpoczynają przygotowania do sezonu zimowego zaczynają intensywniej poszukiwać jedzenia, przemieszczając się na głębsze partie wody. Wracamy do przynęt , o zapachu zwierzęcym aby wstrzelić się w aktualne zapotrzebowanie pokarmowe karpi poszukujących pokarmów białkowych. Siedząc nad wodą proponuję już nie szukać wygrzewających się ryb tylko śladów żerowania objawiających się bąbelkami powietrza na wodzie. Proponuje zaryzykować i niech to będzie jedyne kryterium przy wyborze miejsca na położenie zestawu. Wielokrotnie widziałem na filmach oraz czytałem w artykułach , iż karpiarze poszukują twardych blatów celem naturalnej prezentacji przynęty. Powiem szczerze, że zupełnie tego nie rozumiem i cały sezon 2011 dokładnie obalił takie podejście do karpiowania. Nie kładziemy zestawów tam gdzie jest twardo bo tam nie ma co jeść, oraz nie kładziemy zestawów aby nasza przynęta była idealnie widoczna bo to dla karpia nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Wystarczą dwie trzy ryby intensywnie żerujące i widoczność pod wodą jest praktycznie zerowa. Właśnie dlatego pysk karpia jest najbardziej unerwioną częścią ciała dzięki, której skutecznie pobiera pokarm nawet w całkowitych ciemnościach.

Kładziemy zestawy tam gdzie on aktualnie żeruje i nie ma znaczenia czy jest tam muł 10cm czy dwa metry. Muł nie jest żadną przeszkodą w złowieniu karpia jeszcze raz to napiszę muł nie jest żadną przeszkodą w złowieniu karpia. To właśnie dzięki niemu dowiadujemy się gdzie ryba żeruje (bomblowanie na wodzie).

cdn.

Dodaj komentarz